Gender i mitologia nordycka, czyli czasy, w których Tygodnik Powszechny pisał o mitach

03-ryc-032595001_1364529332702

Niestety nieustannie przekonuję się, że rzeczywiście „prawdziwa nauka zaczyna się tam, gdzie kończy się Wikipedia”, a nawet że „prawdziwa nauka zaczyna się tam, gdzie kończy się Internet” (a przynajmniej ten darmowy Internet). Dlatego przyzwyczaiłam się już do konieczności regularnego wypruwania flaków świni skarbonce w celu pozyskania ciekawych książek czy artykułów dostępnych wyłącznie za paywallem. Zazwyczaj są warte swojej ceny, więc nie płaczę długo.

Jednak czasem udaje mi się znaleźć coś naprawdę interesującego i to zupełnie za darmo. Tym razem natrafiłam na artykuł dotyczący mitu o Lokim i Sigyn w Tygodniku Powszechnym z 1882 roku.

(Chciałam w tym miejscu podkreślić, że wpis ten dotyczy wyłącznie interpretacji tematu w pracach cytowanych Autorów i nie próbuję w nim dociekać znaczenia samego mitu. Rozważania na ten temat znajdują się tutaj.
Pierwotnie uwaga ta była jedynie przypisem do wstępu, jednak uznałam, że trzeba powiedzieć to jasno na początku, ponieważ inaczej ktoś zdąży przeczytać całość i oburzyć się,  „jakie to Szeszkoska bzdury tu wypisuje, ta historia jest przecież o czymś zupełnie innym!”.)

Nietrudno się domyślić, że wartość naukowa artykułu jest niewielka, ale sam fakt, że ponad sto lat temu ktoś w polskiej gazecie, a do tego w katolickiej polskiej gazecie napisał tekst o mitologii nordyckiej i to jeszcze tekst o Lokim wydaje się dość zaskakujący i wart uwagi.  Cóż, zaskoczenie mija, gdy czytelnik zapozna się z treścią:

PrzechwytywanieMniejsza o przedziwne spolszczenie imienia Sigyn i twierdzenia dotyczące funkcji bogów- jak na tamte czasy były to aktualne tezy i widać, że Autor odrobił pracę domową. Mimo wszystko zastanawia mnie skąd wziął swoją wersję mitu, szczególnie fragmenty o zdradach czy naleganiach bogów by Sigyn opuściła męża?

Jednak po chwili namysłu sprawa stała się dla mnie jasna: dla Autora było oczywiste, że tak właśnie brzmiała ta historia, nawet, jeśli o takich „szczegółach” nie wspominał mit. Ówcześni badacze z reguły wyznawali jedną z dwóch interpretacji: Loki to chrześcijański Lucyfer, sprawiedliwie ukarany za udział w morderstwie najważniejszego z bóstw, Baldera, pogańskiego odpowiednika Chrystusa; lub, jako figura prometejska i buntownik przeciwko boskiemu porządkowi, więzień, niesłusznie skazany na niekończące się męki. Co ciekawe – mimo, iż nie sposób stwierdzić jednoznacznie, którą z wersji popierał Autor tekstu – widać bardzo wyraźnie jego przekonanie o tym, że Loki w każdym ze scenariuszy „zasługiwał” na to, by w wyroku towarzyszyła mu żona, mimo jego zdrad i przewinień. Sigyn pozostaje wierna, a więc jest też według Autora piękna i dobra.

Ale przecież miałam mówić o gender, prawda?

Zacznę więc od tego, że naprawdę niewiele powstało obrazów, inspirowanych tym mitem – zarówno w porównaniu do pozostałych opowieści z nordyckiej mitologii jak i do innych podobnych (przynajmniej wizualnie) motywów z mitycznych historii innych kultur: wspomnieć tu można na przykład greckiego Prometeusza, spętanego łańcuchami. Czy to nie idealny pretekst dla artysty, by ukazać piękne, obnażone ciało w dramatycznej pozie? Pochwalić się mistrzostwem w zakresie znajomości anatomii i operowania światłocieniem?

Cóż, najwyraźniej nie.

Wystarczy rzut oka na dwa obrazy podejmujące ten temat, by zrozumieć, dlaczego:

03-ryc-033274001_1297137661506

Karl Gebhardt, przedstawienie, które tak poruszyło Autora artykułu w Tygodniku Powszechnym

Loki_by_Mårten_Eskil_Winge_1890

Loki i Sigyn według Mårtena Winge

Chociaż Loki według mitycznych opowieści był synem olbrzyma, uważny czytelnik zapewne wyczytał między wierszami, że raczej nie mógł on pochwalić się siłą czy pokaźnym wzrostem. Mimo to Winge zdecydował się przedstawić go jako atletycznego mężczyznę o pięknej rzeźbie oraz potężnych ramionach. Lecz i one nie są w stanie zerwać trzymających go łańcuchów. Zaciska pięści i szarpie się, jednak pozostaje bezradny. W jego wzroku widać strach ale, co ciekawe, nie spogląda on na naczynie nad swoją głową, a na wyciągnięte w górę ręce Sigyn i jej twarz, pełną skupienia i determinacji.

Sigyn na obrazie Winge została przedstawiona w stroju, wyraźnie nawiązującym do tradycyjnego ubioru z epoki: w długiej sukni z rękawami oraz czepcu, zakrywającym włosy. Na biodrach ma zapięty szeroki pas, przy którym gospodyni zwykła nosić klucze – ale ten element jest tu nieobecny. Loki został skazany na odbywanie kary poza światem bogów i ludzi, jego dzieci nie żyją, a rodzina nie ma już domu.

Sigyn w ogóle nie patrzy na męża. W pełni skupia się na swoim zadaniu, a w jej wzroku widać zmęczenie.

Postacie z obrazu Gebhardta wydają się dużo młodsze i przypominają bardziej parę kochanków. Jasny snop światła wydobywa ich z cienia jaskini, lecz mimo, że i tu Loki znajduje się na pierwszym planie, głównym tematem zdaje się być Sigyn, umiejscowiona w samym środku sceny; to na nią najpierw kieruje się wzrok obserwatora. Ma rozwiane włosy oraz suknię, która odkrywa jej ramiona i prawą pierś. Lewą dłoń zbliżyła do ciała w ochronnym geście, drugą, w której trzyma naczynie, wyciąga daleko przed siebie. Dopiero po chwili odbiorca, podążając za jej zalęknionym wzrokiem zauważa węża, zwieszającego się ze skały. Z jego kłów spływa jad: kolejny rozświetlony punkt malowidła, kierujący naszą uwagę na błyszczące misę, a w ostatniej kolejności, na Lokiego.

W niczym nie przypomina on silnego półolbrzyma, jakim przedstawił go Winge: drobnej budowy, bezbronny i słaby, spętany żelaznymi więzami, które zdają się być zupełnie nieproporcjonalne, a nawet zbyteczne. Padające na niego jaskrawe światło oraz niemal zupełna nagość potęgują jeszcze to wrażenie. Okrywa go jedynie lisia skórka – ironiczny komentarz, a jednocześnie morał opowieści o wielkiej przegranej. Loki nie walczy, jest jedynie ciałem, całkowicie zdehumanizowanym i unieważnionym. Leży z głową odrzuconą na bok, mimo otwartych oczu nie widzi nic. Jego dłoń, zaciśnięta w pięść, słabnie.

Dopiero przy bliższej obserwacji odbiorca zauważa fizyczną bliskość obu postaci: stopa Lokiego zaplątana jest w brzeg sukni Sigyn, a ich ciała stykają się, gdy łokieć jego wzniesionego ramienia wspiera się na jej udzie.

Zestawiłam ze sobą właśnie te dwa obrazy, ponieważ każdy z nich zawiera elementy, których brakuje drugiemu. Gebhardt namalował Sigyn jako piękną, młodą dziewczynę. Jakkolwiek pełni ona kluczową rolę w micie poprzedzającym kulminacyjny moment w historii bogów i ludzi, najwidoczniej nie zdaje sobie sprawy z doniosłości swojej funkcji: jest niepewna i zalękniona. Do tego Loki, pozbawiony sprawczości i mocy osobistej – a więc najważniejszych atrybutów męskości – pozostaje zupełnie nieświadomy swojej sytuacji. Co prawda wersja Winge pozbawia go tej łaski – Loki, wyraźnie górujący nad swoją małżonką fizycznie, zostaje poniżony i musi zmierzyć się ze swoją porażką. Jednak Autor zdecydował się dla równowagi odebrać Sigyn młodzieńczą niewinność, najważniejszy z jej atutów.

Dlatego dopiero w tym zestawieniu obrazy opowiadają historię w całości – chociaż Autor artykułu chce interpretować ten mit jako przypowieść o sile uczuć i lojalności, w tym ujęciu zyskuje on zupełnie nowe znaczenie – opowiada o kontroli materializującej się w rękach kobiety z każdym jej gestem czy zaniechaniem. Chociaż Sigyn poprzez swój wysiłek stara się oszczędzić Lokiemu cierpień, sama stanowi dla niego zagrożenie. To dlatego Loki nie może spojrzeć swojej żonie w oczy – taka renegocjacja stanowiłaby finalne urzeczywistnienie jej władzy. A na to mężczyzna nie może się zgodzić.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s