Orhan Pamuk „Muzeum niewinności”

IMG_7904

Zastanawiam się, czy odebrałabym tę książkę inaczej, gdybym czytała ją tak, jak normalni ludzie powinni czytać książki, to znaczy zaczynając od tych kilku słów, które pragnie nam przekazać autor zanim zasiądziemy do lektury. Kompulsywnie i patologicznie pomijam słowo wstępne, wszystkie przedmowy, wprowadzenia, a szczególnie od tłumacza (mimo że od pewnego czasu sama tłumaczę i powinnam wykazać się większą empatią). To nie tak, że nie czytam ich wcale. Zazwyczaj wracam do nich, jeśli książka mi się spodoba i ciekawi mnie, co ma o niej do powiedzenia autor.

Główny bohater Muzeum niewinności, Kemal, jest młody, wykształcony i podobnie jak jego śliczna narzeczona należy do goniącej za Zachodem tureckiej elity. Jednak dwa miesiące przed planowanymi hucznymi zaręczynami zakochuje się w swojej osiemnastoletniej, biednej kuzynce Füsun, która należy do zupełnie innego świata: „tylko ludzie bardzo naiwni mogą sądzić, że ubóstwo to występek, wybaczalny, gdy zdobędzie się majątek” pisze Celâl Salik – bohater „Czarnej księgi” Pamuka – w swoich Zapiskach. O ile przyjaciele Kemala mogą pozwolić sobie na zabawę w nowoczesność i europejskość, o tyle Füsun, z powodu swojego niskiego pochodzenia funkcjonuje w rzeczywistości „tej drugiej Turcji” – zawieszonej w czasach sprzed reform Atatürka – o zaściankowej mentalności i gorliwej, choć (oraz?) bezrozumnej religijności.

(Zastanawiam się w tym momencie, czemu książki Pamuka nie zyskały większej popularności w Polsce, jednak to nie temat na ten wpis)

Kemal traci kontakt ze swoją ukochaną tuż po zaręczynach, czyli w 1/3 książki – przez kolejne 150 stron usiłuje ją odszukać, a w następnych 300 – czyli przez jakieś osiem lat – odzyskać. Dzieje się to w dość ciekawych okolicznościach, ponieważ gdy główny bohater w końcu odnajduje Füsun ta jest już mężatką i mieszka razem z małżonkiem w domu swoich rodziców. Kemal, by móc ją widywać, przychodzi w odwiedziny niemal codziennie – lecz z obawy przez skandalem nie odważa się nawet porozmawiać z nią na osobności.

Czytałam „Muzeum niewinności” przez ponad tydzień i codziennie wieczorem dzwoniłam do swojego chłopaka z zapytaniem: „jak myślisz, czy ona go kocha?”. Pomijając fakt, że ogólnie nie przepadam za głównymi bohaterami książek Pamuka – wydają mi się podstarzali mimo młodego wieku, miotają nimi romantyczne uczucia, a ponadto w każdym z nich bije prawdziwie zajęcze serce – Kemal zasłużył sobie na moją szczególną niechęć. Muszę przyznać, że gdzieś w środku z mściwą satysfakcją wyobrażałam sobie chwilę, w której Füsun wykrzykuje pod koniec książki zupełnie jak w jakiejś telenoweli: „nigdy cię nie kochałam!” lub chociaż „przestałam cię kochać dawno temu!”. Przez całe trzysta stron milczenia Füsun nie mogłam zdecydować się, czy cierpi ona w sekrecie z powodu zauroczenia, czy umiera ze strachu przed nękającym ją szaleńcem. Zupełnie nie zrozumiałam „Muzeum niewinności”! Pamuk mówi sam:

„Jest to książka o miłości w kraju islamskim, gdzie miłość jest czymś innym niż na Zachodzie. Na piątej stronie kochankowie uprawiają seks, ale przez kolejne pięćset drogo za to płacą…”

Nie mogłam pojąć, jak to obsesyjne uczucie może być wzajemne. Jednak gdy wreszcie dowiedziałam się, że dziewczyna przez cały ten czas kochała Kemala¹, poczułam nie tylko zdziwienie ale nawet coś w rodzaju wzruszenia i tęsknoty. Przypomniało mi się zdanie, jakie usłyszałam na jednym z wykładów: uwielbiamy książki, ponieważ – chociaż przeżywamy je na sposób zupełnie realny – pozostają dla nas bezkonsekwencjonalne. Opowieść Pamuka pozwala właśnie na taki bezkonsekwencjonalny idealizm i wiarę w miłość, którą można usprawiedliwić wszystkie zbrodnie. Wtedy dopiero stało się dla mnie jasne, co autor miał na myśli, mówiąc o niewinności:

„…Ja też postanowiłem uporządkować swoje życie, mniej pić, mniej się kompromitować z powodu miłości, a przynajmniej poskromić nieco swoją obsesję gromadzenia przedmiotów. Nie minęły dwa miesiące od zamachu, gdy któregoś wieczoru znalazłem się w kuchni sam na sam z ciocią Nesibe. Aby móc dłużej widzieć Füsun, zacząłem przychodzić do Keskinów o wcześniejszej porze.

– Mój kochany Kemalu, ten czarnouchy piesek z telewizora, ten, którego przyniosłeś, zniknął… Przyzwyczailiśmy się do niego, od razu dało się zauważyć jego brak. Nie mam pojęcia, co się z nim stało, może sam gdzieś poleciał… – zaśmiała się wesoło, lecz zaraz spoważniała, widząc moją ponurą minę. – Co zrobimy? – spytała. – Pan Tarιk stale się dopytuje, gdzie jest ten pies.

– Coś wymyślę – odpowiedziałem.

Przez cały wieczór nie odezwałem się ani słowem. Lecz mimo milczenia – albo właśnie z jego powodu – znowu nie mogłem wstać i wyjść. Zbliżała się godzina policyjna, a ja przeżywałem właśnie atak „niemocy”. Wydaje mi się, że Füsun i jej matka zauważyły, jak poważny jest mój stan. Ciocia kilkakrotnie napominała mnie: – Tylko się nie spóźnij! – Udało mi się wyjść dopiero pięć po dziesiątej.

Choć obowiązywała już godzina policyjna, w drodze powrotnej nikt nas z Çetinem nie zatrzymał. Długo zastanawiałem się nad znaczeniem psów w tym domu i tego, że najpierw je przynosiłem, a potem zabierałem. Cioci Nesibe tylko się wydawało, że od razu zauważyła brak figurki. Spostrzegli to dopiero po jedenastu miesiącach, co miało, jak sądzę, związek z z wywołaną przez zamach chęcią wprowadzenia ładu i porządku”

Muzeum niewinności to prawie ośmiusetstronnicowy katalog wzbudzających wzruszenie, mniejszych i większych, lecz całkowicie wybaczalnych przewinień, czynionych w imię uczucia. Katalog prawdziwy, bo Kemal rzeczywiście tworzy w Stambule muzeum, poświęcone swojej miłości, a książka ta stanowi przewodnik po nim.

W połowie lektury założyłam się sama ze sobą, czy Pamuk opisze wreszcie śmierć kanarka Cytrynki, o którym wspominał co kilkadziesiąt kartek i który towarzyszył Füsun i Kemalowi od początku ich historii. Pomyślałam, że jeśli Cytrynka umrze, nie będę mogła uznać „Muzeum niewinności” za dobrą książkę: odejście kanarka byłby takim typowym, mającym chwytać za serce szczegółem pozbawionym jednak zupełnie emocjonalnej autentyczności. Ale Cytrynka nie umarł. Byłam mile zaskoczona. Więcej, zaczęłam wierzyć Pamukowi i spojrzałam na historię Kemala z życzliwością, jaką zazwyczaj przyglądamy się własnym wspomnieniom.

Największą jednak niespodzianką – czy też może zagadką – było dla mnie pojawienie się samego Autora w jego powieści. Muszę przyznać, że nigdy (to znaczy już drugi raz) nie wiem, co mam myśleć o takim zdarzeniu. Równie długo zastanawiałam się nad ostatnimi scenami „Śniegu”, a słowa wypowiedziane przez jednego z bohaterów w rozmowie z Pamukiem towarzyszyły mi przez wiele dni. Wiem też, że zawsze są gdzieś blisko, w podświadomości:

„…szybko zwróciłem się do Fazιla z pytaniem, czy ma coś do powiedzenia czytelnikom powieści, którą mam zamiar napisać.

– Nic – powiedział zdecydowanie. Widząc jednak, że zmartwiła mnie jego odmowa, dodał delikatnie: – Przyszło mi coś do głowy, ale nie spodoba ci się… Jeśli umieścisz mnie w powieści, której akcja toczyć się będzie w Karsie, mam tylko jedno życzenie. Chciałbym powiedzieć czytelnikom, żeby nie wierzyli w ani jedno słowo, jakie o nas napiszesz. Nikt nie może nas zrozumieć z oddali.

– I tak nikt nie uwierzy w taką opowieść.

– Nieprawda, uwierzą – powiedział podniecony. – Będą chcieli wierzyć, że jesteśmy pocieszni i mili i że mogą nas zrozumieć i polubić. Tylko po to, żeby upewnić się, że sami są mądrzy, dobrzy i cywilizowani. Ale jeśli przytoczysz moje słowa, zaczną mieć wątpliwości.”

Pamuk, zapytany o umieszczanie siebie w swoich książkach odpowiada w jednym z wywiadów:

„Nie robię tego jak Hitchcock, który w ten sposób podpisywał swoje filmy, ani jak Borges, który wchodził w stworzony przez siebie świat, by pokazać na moment, że jest on tylko fikcją. Moje pojawienie się nie jest szczególnie ważne, ale ma cel. Powieść to historia widziana oczami bohatera. Co się stanie, gdy wszyscy bohaterowie umrą? Kto opowie ciąg dalszy? Pojawienie się małego Orhana w „Nazywam się Czerwień”, a dorosłego w „Śniegu” czy w „Muzeum niewinności” jest czymś, co pozwala wpaść na trop pewnej sztuczności. Powieść staje się bardziej wielowymiarowa, gdy w sposób strawny dla czytelnika zawiera w sobie informację o tym, w jaki sposób powstała. To taki postmodernistyczny mięsień w moim realistycznym ciele.”

W „Muzeum niewinności”, książka pojawia się w książce, gdy Kemal oświadcza:

” – Nie powiem, jak bohater Śniegu, że czytelnicy mogą nas z perspektywy czasu nie zrozumieć, bo wiem, że ci, którzy zwiedzą muzeum i przeczytają książkę, zrozumieją nas na pewno. Chciałbym powiedzieć coś innego. (…) Wszyscy powinni wiedzieć, że miałem bardzo szczęśliwe życie.”

Zastanawia mnie czy odpowiedź naprawdę jest tak oczywista i tylko ja mam wątpliwości w konfrontacji z wydawałoby się prostym pytaniem? Ale czy najciekawszym momentem rozmowy z kimś nie jest chwila, w której ten ktoś stwierdza „kłamałem?”


¹ Nie mam w tym momencie intencji popsucia zabawy wszystkim tym, którzy jeszcze książki nie przeczytali, ponieważ najlepsze historie mają to do siebie, że znajomość zakończenia nic im nie szkodzi. Mówię to z pełną świadomością szczególnie teraz, gdy zbliża się Wielkanoc i w przeciągu następnego tygodnia usłyszymy przynajmniej pięćdziesiąt razy o śmierci i zmartwychwstaniu Jezusa, co nie przeszkodzi nam posłuchać kolejne sto razy w kolejne święta, a przedtem pewnie z dwieście w Boże Narodzenie, gdy pozornie radosne kolędy zapowiedzą nam nieuchronną śmierć Zbawiciela na krzyżu. Mówiąc szczerze – znamy tę opowieść na pamięć nim skończymy cztery latka, a gdy jesteśmy dość rozgarnięci, by ją zrozumieć, zaskakująca wydaje się sama myśl, że kiedyś to wszystko musiało być dla nas nowe.

2 odpowiedzi na “Orhan Pamuk „Muzeum niewinności””

  1. Ojej! Niecałe trzy lata temu jechałam pociągiem z Warszawy do Poznania i przez całą trasę czytałam przez ramię dziewczyny siedzącej obok właśnie tę książkę. Zaczęłam gdzieś od dwusetnej strony, skończyło się około trzysta pięćdziesiątej i było mi cholernie żal, że nie dam rady doczytać historii do końca. Jej książka była owinięta w jakiś papier i niestety nie udało mi się spisać tytułu, więc pogodziłam się z tym, że koniec opowieści muszę sobie wymyślić sama (co zrobiłam i szybko o wszystkim zapomniałam). Dopiero teraz imię „Füsun” mi się skojarzyło, to było to! Nie mogę się doczekać, kiedy ją kupię i w końcu przeczytam początek. 😀

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s