Bram Stoker „Dracula”

IMAG1345

W tym momencie zorientowałam się, że znowu będę kibicować nie temu, komu trzeba

Miałam szesnaście lat, kiedy kupiłam angielskie wydanie „Draculi”. Przeczytałam pierwsze piętnaście czy dwadzieścia stron (za każdym razem zmuszając się, by przewrócić kolejną kartkę), po czym odłożyłam książkę na najbliższą półkę. Kilka lat później postanowiłam być ze sobą szczera i przełożyłam ją do pudełka, które następnie umieściłam w szafie: miało to oznaczać, że kiedyś jeszcze do niej wrócę. Dotrzymałam obietnicy i zupełnie niespodziewanie zostałam nagrodzona, ponieważ drugie podejście do lektury stało się prawdziwą czytelniczą przygodą.

Kiedy zaczynałam czytać ją dziewięć lat temu miałam wrażenie, jakbym trzymała w rękach śmiertelnie nudny pamiętniczek zupełnie obojętnego mi mężczyzny, który  jedzie w nieskończoność pociągiem, opisując tylko co jadł lub co widzi po drodze. Na domiar złego spis treści składał się z rozdziałów o tytułach, takich jak: „dziennik doktora Sewarda” czy „listy Lucy do Miny”. Wiedziałam już wtedy, że książka to zbiór zapisków oraz prywatnych wiadomości, zastanawiałam się tylko, jak to możliwe, by napisać o tym prawie czterysta stron.

Nie umiem powiedzieć, co zmieniło się we mnie w przeciągu tych dziewięciu lat, lecz tym razem wciągnęłam się już po przeczytaniu pierwszych kilkunastu zdań. Oczywiście, książka ma wiele wad: jej bohaterowie – oprócz tytułowego Draculi oraz charyzmatycznego van Helsinga – są jak z kartonu i w zasadzie niczym nie różnią się od siebie nawzajem. Tak samo piszą, identycznie mówią, mają podobne osobowości oraz temperament. Do tego są potwornie egzaltowani, a przy tym niesamowicie sztywni. Wygląda to tak, jakby postacie zamieszkujące świat Ani z Zielonego Wzgórza pomyliły opowieści i nagle z przerażeniem odkryły, że słodkopierdząca rzeczywistość zamieniła się w koszmar z wampirami. Należy dodać: potwornie kiczowaty koszmar, ponieważ groza jest w nim tak samo papierowa jak bohaterowie.

Między pierwszym a drugim czytaniem „Draculi” miałam okazję obejrzeć filmową adaptację F. F. Coppoli z 1992 roku (kolejny wpis będzie właśnie o niej), dlatego też wiedziałam, czego mogę się spodziewać po książce, chociaż byłam przygotowana na różnice. Mimo to poczułam się trochę rozczarowana literackim pierwowzorem.

Można powiedzieć, że oryginał i jego interpretacja są zupełnie odmiennymi historiami: w książce sfera wartości jest zupełnie czarno biała, a jaśni bohaterowie muszą mierzyć się z demonicznym wcieleniem absolutnego zła. Nie podobało mi się, gdy siły ciemności przemocą zawładnęły wolą Wilhelminy. Jednak było coś niezaprzeczalnie pociągającego w takim przedstawieniu świata. Chciałam wierzyć w niewinność Lucy i poruszyła mnie niesprawiedliwość, jaką było odebranie jej życia przez Draculę. Przyzwyczaiłam się do nudnego Jonathana, jego równie nieciekawej narzeczonej oraz wszystkich ich nieodróżnialnych od siebie przyjaciół. Kibicowałam im w polowaniu na hrabiego i chciałam, by wreszcie odrąbali mu głowę.

„Dracula” Brama Stokera to zła książka, którą czyta się bardzo dobrze. Ma ładny język i urok właściwy każdemu prawdziwemu badziewiu, szczególnie, gdy stykamy się z nim we właściwych okolicznościach. Ja pierwsze dni października spędziłam z babcią, w jej małym domku na skraju lasu. Chodziłam na spacery po więdnących wrzosowiskach, a wieczorami ogrzewałam się przy piecu. Siadałam na fotelu pod oknem i znad książki spoglądałam na gęstniejące mgły.

Jesień zagościła u nas na dobre. Jeśli chcecie przeczytać „Draculę” ale do tej pory nie mieliście okazji, myślę, że teraz jest dobry moment.

IMAG1319 IMAG1324 IMAG1325

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s