O olbrzymce Skadi

skadi

Teraz Skadi, córka Olbrzyma Thjaziego, wzięła hełm, kolczugę oraz wojenny oręż i ruszyła do Asgardu, by pomścić swojego ojca. Jednak Asowie zaproponowali jej odszkodowanie i zadośćuczynienie: pierwszym warunkiem było, że wybierze sobie ona męża spośród Asów, a wybierać będzie po stopach, nie widząc z jego osoby nic więcej. Zobaczyła stopy jednego mężczyzny, pięknie wyglądające i powiedziała „wybieram tego: nie może być nic brzydkiego w Balderze”. Lecz był to Niord z Noatun. Miała również taki warunek odszkodowania: że Asowie mają uczynić rzecz, o której myślała, iż nie są w stanie osiągnąć: rozśmieszyć ją. Wówczas Loki uczynił następująco: przywiązał linę do brody kozy, a drugim jej końcem obwiązał własne genitalia, i każde z nich [Loki i koza] ciągnęło naprzemiennie, głośno krzycząc; wreszcie Loki pozwolił sobie upaść ma kolano Skadi, a ona się roześmiała. W wyniku tego Asowie dokonali z nią pojednania. Mówi się, że Odyn, jako zadośćuczynienie dla Skadi, zrobił, co następuje: wziął oczy Thjaziego i wyrzucił je w niebiosa i uczynił z nich dwie gwiazdy.

Edda Prozatorska

[Przedstawiony poniżej tekst stanowi zbeletryzowaną wersję mitu, którego treść przekazuje Snorri w Eddzie Prozatorskiej. Opowiadanie jest wyłącznie twórczą interpretacją oryginalnej historii, jednak żadna podana w nim informacja nie stoi w sprzeczności z materiałem źródłowym, chyba, że zaznaczono inaczej w przypisach. Tekst został napisany na potrzeby cyklu spotkań, organizowanych przez Studencki Klub Islandzki pt. „Islandzkie opowieści dla dorosłych”]

Wraz z powrotem Idunn do Asgardu zawitała wiosna. Drzewa osypały się tysiącem pąków. Przyszły pierwsze burze, a wraz z nimi silne wiatry; nim bogowie zdążyli się zorientować była już pełnia lata. Słońce piekło bezlitośnie za dnia, w bezchmurne noce z nieba sypały się gwiazdy i żar. W okresie przesilenia zapanował szał ucztowania; bawiono się pospiesznie i bez umiaru. Wydawało się, że jest zbyt wcześnie, by myśleć o jesieni, jednak Loki wiedział, że każdy dzień wzmagającego się upału przybliżał ich do chłodu zimy; był olbrzymem, dlatego przeczuwał też, że tym razem lodowate wiatry mogą przynieść problemy poważniejsze od śniegu i mrozu.

Z czasem posłańcy zaczęli przynosić wieści o szczególnym poruszeniu na wschód od muru. Mówiono o wędrówkach Olbrzymów, zupełnie niewłaściwych dla tej pory roku. Masy ludności stawały się coraz większe, a z czasem nieskładne wędrówki zamieniły się w przemarsze. Dzięki śmierci Thjaziego dokonało się to, czego nie mógł zrealizować za życia: plemiona Olbrzymów zjednoczyły się w armię; być może nie była to najlepiej zorganizowana armia, jaką oglądał Asgard, lecz bez wątpienia była liczna i nie brakowało jej broni. Gdy rzeki i jeziora poszarzały od kry, a szerokie łąki pokrył szron, pod murami Asgardu stanęły pierwsze oddziały piechoty; za nimi zaczęły zjeżdżać z wielkim hałasem korowody bojowych sań, a na czele zbrojnego harmidru stał nie kto inny, jak córka Thjaziego, Skadi.

– Kobieta? – Zapytał Thor. – Mówisz, że ona jest ich… Jarlem? Czy to się w ogóle jakoś odmienia?

– Olbrzymy nie mają jarlów. – Wyjaśnił Loki. Przechadzali się wzdłuż krawędzi muru i obserwowali roztańczone światła ognisk w obozowisku Olbrzymów. Z tej wysokości wyglądały, jak migoczące punkty; były ich setki, a kiedy tak migotały, zdawało się, że tysiące. Nawet na murze dało się dosłyszeć krzyki.

– To wszystko tłumaczy. – Zawyrokował Thor. – Jak nie ma komu rządzić, one dziczeją. Zaczynają nosić spodnie i pić piwo. Same zamieniają się w mężczyzn. A tam u was, na wschodzie, to już w ogóle wszystko jest odwrotnie! Nie zdziwiłbym się, gdyby ta cała Skadi zażądała od nas Freji… – Thor zastanawiał się przez dłuższą chwilę. – Powiedz mi, ty znasz ją, tę olbrzymkę? Ona w ogóle jest ładna?

Loki pokręcił głową.

– Nigdy jej nie widziałem. Ale sądzę, że niedługo sam będziesz miał okazję się przekonać.

Rzeczywiście, z każdym dniem Olbrzymy podchodziły coraz bliżej muru. Linia obozowiska rozciągała się już wzdłuż lasu na kilka mil w stronę południa. Odyn raz po raz posyłał Lokiego, by ten pod postacią sokoła latał do obozu wroga i liczył ilu mają ludzi i reniferów, a olbrzymy poczynały sobie coraz zuchwalej: zaczęły nawet urządzać kuligi, rozwrzeszczane i wiwatujące kawalkady pomykały teraz od bramy do bramy noc w noc; oczywiście, poza zasięgiem łuków.

– Nie będą atakować. – Stwierdził Odyn, gdy wysłuchał kolejnego raportu Lokiego. – Robią hałas, by nas postraszyć. Zapewne kiedy już pokrzyczą, naśmiecą i stwierdzą, że boimy się wystarczająco mocno, zechcą z nami rozmawiać. Trzeba będzie kogoś do nich posłać…

– Więc poślij Thora. – Zasugerował Loki.

– To idiota! – Prychnął wódz.

– Ale jest całkiem przystojny… Może będzie z niego jakiś pożytek?

Wymienili porozumiewawcze spojrzenia.

– Tak… – Przyznał Wszechojciec. – Thor wygląda całkiem nieźle. Niech jedzie. Niech jadą on i Balder. Dostaną dobre stroje i najlepsze konie. Niech pokażą się tej dziewczynie i zaproszą ją do rozmów. Stanowczo, ale grzecznie.

– Mam jechać z nimi?

– Jako kto? Olbrzym? Mój adoptowany brat? Wykluczone.  – Odyn pokręcił głową. – Nie krzyw się, bo już podjąłem decyzję. Poczekaj, jeszcze będziesz miał okazję się wykazać.

***

Uczynili tak, jak powiedział Odyn i już następnego dnia dwaj synowie stawili się w jego hallu. Niezwłocznie rozpoczęto przygotowania do podróży: najpierw Thora i Baldera zaprowadzono do łaźni. Służący przystrzygli im brody i ułożyli włosy. Następnie ubrano ich w najstrojniejsze szaty, na nadgarstki nałożono błyszczące bransolety; nawet Thor wcisnął na palce dwa pierścienie. Nakazano im złożyć broń, a zamiast niej przytroczyć do pasów podarowane przez ojca dwa paradne miecze. Były one równie piękne, co bezużyteczne; miały stanowić czytelną wiadomość dla Skadi: chociaż Asgard nie szukał wojny, było go na nią stać.

Balder dostał pod siodło długonogiego ogiera. Znalezienie wierzchowca dla Thora okazało się większym problemem, jednak i dla niego wyszukano konia należytej postawy i rozmiarów. Gdy przygotowania dobiegły końca, bogowie zaczęli gromadzić się przed bramami. Tych, których w mroźny poranek nie zdołała wyrwać z domu ciekawość, sprowadził rozkaz Odyna. Wydarzenie takie, jak wyjazd posłów Asgardu wymagało stosownej oprawy. Teraz oczekiwał ich już pokaźny tłum: część z wesołością, część w złości, wszyscy jednakowo zmarznięci i zniecierpliwieni.

Wreszcie rozległ się dźwięk rogu i po chwili na plac, w pełnym galopie wjechali Thor z Balderem. Gdy tłum rozstąpił się, powstrzymali konie. Rumaki parskały, rzucając głowami, a oni nakazywali im iść równo stępem, tak by każdy miał okazję przyjrzeć się im dokładnie. Na ramionach mieli płaszcze, w dłoniach chorągwie, brosze, pierścienie oraz broń błyszczały w słońcu. Bracia, z policzkami zaczerwienionymi od mrozu i ufryzowanymi włosami wyglądali, jak malowane lalki. Balder radził sobie w swojej roli doskonale, podczas gdy Thor nawet poruszał się jak lalka: siedział wyprostowany, z wysoko uniesioną brodą, od czasu do czasu mechanicznie unosił ramię, by pozdrowić zebranych bogów. Mimo nieporadności, uśmiechał się szeroko.

Zapomniano o chłodzie. Wiwatowano i klaskano, a gdy bracia mijali zgromadzonych, tłum zamykał się i podążał za nimi. W ten sposób odprowadzono ich aż do bram. W końcu rogi zagrzmiały ponownie, a jeźdźcy spięli konie do biegu i po chwili w widoku pozostała jedynie chmura białego puchu oraz dwie oddalające się sylwetki. Gdy straże ruszyły zamykać bramy, bogowie zaczęli rozchodzić się do domów.

***

Po ich wyjeździe pogoda  znacznie się pogorszyła. Wieczór przyniósł ze sobą zamieć, która prędko zamieniła się w burzę śnieżną. Wiatry szalały przez trzy kolejne dni. Zaprzestano wysyłania zwiadowców, nikt też nie wychodził poza mur, a z jego szczytu również nie było widać nic poza falami wirującego śniegu, zmniejszono więc liczebność patroli. W takich warunkach nie było jak, ani przed kim się bronić. Po tygodniu, kiedy opady ustały, Asgard przypominał lodową twierdzę. Z coraz większą niepewnością oczekiwano powrotu posłów.

Była noc, kiedy rogi zawyły ponownie, lecz nie wyły na alarm, zwiastowały jedynie przybycie gości. Bogowie, tym razem przez nikogo nie przymuszani, w pośpiechu narzucili na siebie płaszcze, chwycili za pochodnie i wybiegli z domów, by na własne oczy zobaczyć córkę wodza Olbrzymów. Czekało ich jednak rozczarowanie. Otwarto bramy i na dziedziniec wjechała para jeźdźców, w których rozpoznano Baldera i Thora; za nimi podążały cztery renifery, ciągnące sanie. Tłum dostrzegł na saniach postać, owiniętą szczelnie futrami. Gdy korowód zbliżył się do zgromadzonych bogów, bracia rozstąpili się, by Olbrzymka mogła przejechać przodem. Lecz wtedy nagle ona wstała; chwyciła mocniej za lejce i gwizdnęła ile sił w płucach. Reny ruszyły cwałem. Spłoszone konie odskoczyły na bok, a zaprzęg pomknął naprzód, obryzgując bogów zmarzniętym błotem i lodem. Thor krzyknął za nią, ale ona nie słuchała.

– Balder, ona chce się ścigać!

– Na co czekasz, goń ją! – Wrzasnął Balder. Zebrali konie, kopyta zadudniły znowu. Weszli w galop, zostawiając za sobą milczący tłum. Gdyby nie dogasające w powietrzu iskry i zapach bierwion można byłoby pomyśleć, że tej nocy w ogóle nic się nie wydarzyło. Bogowie spoglądali po sobie, zmieszani. Nikt nie wiedział, co można powiedzieć lub zrobić. Wkrótce wszyscy wrócili do łóżek.

Chociaż nie wyprawiono żadnego oficjalnego przyjęcia z okazji przybycia gości, halle Odyna były przygotowane na ich powitanie. Przyszykowano obfitą kolację i stół w sali, w której zazwyczaj odbywały się największe bankiety, a która była teraz prawie zupełnie pusta. Wyłożono tylko cztery nakrycia – Wszechojciec zamierzał porozmawiać ze Skadi bez obecności zbyt wielu świadków.

Usłyszał hałas i głosy straży przy wejściu, a chwilę później widział już, jak otwierają się drzwi hallu. Jednak zamiast swoich synów ujrzał w nich Olbrzymkę. Nie czekała, aż ktoś zapowie ją lub przedstawi i od razu skierowała się w jego kierunku. Wtedy dopiero do sali wpadli Thor oraz Balder, obaj zdyszani. Gdy ruszyli za nią, ona wyszła już na środek hallu. Tam też się zatrzymała. Zdjęła czapkę oraz rękawice, uniosła głowę i popatrzyła wprost na Odyna.

– Jestem Skadi, córka Thjaziego. – Oświadczyła. – Przychodzę tu jako jedyny jego dziedzic upomnieć się o należny mi wergeld, jak jest w zwyczaju.

Wszechojciec obrzucił ją spojrzeniem od stóp do głów. Skadi nosiła strój podobny do tego, jakie widział u pasterzy reniferów, przeganiających swoje stada za wschodnim murem: skórzaną kurtkę, obwiązaną szarfą, portki z futra i sięgające kolan buty. Mimo to nawet gruba męska odzież nie była w stanie skryć kobiecych kształtów – pas na ciasno zapiętej kurtce podkreślał wyraźnie wcięcie w talii, a spodnie opinały się ścisło na udach.

Skadi odznaczała się szczególną urodą: miała dużą, kanciastą twarz i gęste brwi, które niemal stykały się nad nosem, nadając jej surowego wyglądu. Jednak oczy pod nimi okolone były zaskakująco długimi rzęsami; pełne usta również wydawały się delikatne i kobiece. Olbrzymka zajmowała sobą dużo miejsca; we włochatych skórach i z rozpuszczonymi włosami wyglądała, jak niedźwiedź. Dorównywała Balderowi wzrostem, Wszechojciec widział to teraz, gdy bracia stanęli tuż za nią. Balder wyprostowany, wpatrzony nieruchomo w punkt przed sobą, obok Thor, uśmiechnięty od ucha do ucha.

Odyn rozłożył ręce i uśmiechnął się do niej.

– Wszystko we właściwym czasie. – Powiedział. – Najpierw usiądźmy i zjedzmy. Wtedy porozmawiamy. Czy to ci odpowiada?

Zajęli miejsca przy stole. Odyn i Skadi usiedli przy krótszych bokach, Thor i Balder przy dłuższym, bliżej ojca. Przyniesiono naczynie z parującą zupą, następnie pieczone jagnię, zające i kuropatwy, wędzone ryby, a nawet małe miseczki ze śmietanką i suszonymi owocami. Kryształowe puchary napełniono po brzegi miodem. Z początku słychać było jedynie zgrzytanie sztućców oraz brzdęk szkła, gdy służący dolewali trunku do pucharów. Jednak tylko Skadi i Odyn jedli. Wszechojciec dokładał sobie po raz trzeci wędzonego łososia, podczas gdy Olbrzymka zdążyła spróbować zupy, pieczeni z jagnięcia, zająca, a teraz odkrajała pół kuropatwy.

– Wróćmy do wcześniejszej rozmowy. – Zaproponował Wódz, odkładając sztućce. Gdy to mówił, Skadi po raz kolejny podnosiła puchar do ust. Wypiła dwa głębokie łyki, a następnie zdecydowanym ruchem odstawiła naczynie na blat. Wargi miała mokre od miodu; wytarła je wierzchem dłoni. Thor zupełnie nie zwracał uwagi na talerz, wpatrzony w Skadi, Balder przeciwnie, zajmował się rozgrzebywaniem kawałków jagnięcia ze swojej porcji. Olbrzymka obserwowała go cały czas.

Odyn kontynuował:

– Zwyczaj nakazuje, by w takich sytuacjach wypłacić odszkodowanie w złocie…

– Nie u Olbrzymów. – Przerwała mu.

– Cóż, rzeczywiście, twoi krewniacy rzadko chcieli złota… Zazwyczaj domagali się naszych kobiet. – Zażartował. – Ty nie chcesz chyba od nas żony?

– Nie. – Odparła. Włożyła kawał mięsa głęboko do ust, ciągle nie odrywając oczu od Baldera. – Chcę męża!

– Zgoda. – Odparł Wódz. Balder nabrał powietrza, by mówić, on jednak nie dał mu dojść do słowa. – Służba! Posnęliście? Czemu nikt nie polewa? Mój syn ma pusty puchar! Dobrze, dobrze. Dostaniesz męża…

Gdy służący nadbiegł z dzbanem, Odyn nakrył dłonią swój kielich. Chłopak odstąpił od niego, podszedł do Olbrzymki i nalał jej do pełna, to samo uczynił z pucharami Baldera i Thora. Wódz mówił dalej. Poczynił jedno zastrzeżenie: będzie mogła wybrać męża spośród nich, jednak wyboru tego dokona na ich warunkach. Wolno jej wziąć sobie każdego z mężczyzn, który nie ma jeszcze żony, ale ma go wskazać nie widząc jego twarzy.

– Możesz zobaczyć tylko jego stopy. – Powiedział Odyn.

– To niedorzeczne! – Prychnęła.

– Tak niedorzeczne, że chyba nikomu nie zaszkodzi, prawda?

– To nie może być trudne. Niech będzie! Ale to nie wszystko. – Zastrzegła. – Chcę żebyście uczcili pamięć mojego ojca. Był wojownikiem, i nie zasłużył na taką śmierć, jaka go spotkała. Niech dostanie godne pożegnanie! – Widziała, że Odyn przytakuje na jej słowa, mówiła więc dalej. – A wtedy… Wtedy będę prosić was o jeszcze jedno. Co prawda wiecie trochę o Olbrzymach, ale nigdy nie przeżyliście zimy w Jotunheimie. Mam dość pustki i lodu. Chcę zapomnieć o tym. Jeśli uda wam się to sprawić, będzie pokój między nami!

***

Postanowiono, że wesele odbędzie się latem, kiedy skończą się żniwa i będzie pod dostatkiem jedzenia, miodu i świeżych owoców. Jako żona jednego z bogów, Skadi zostanie włączona do wspólnoty, na razie nie wiadomo było jednak, z kim i gdzie zamieszka, dlatego podczas tych kilku miesięcy miała pozostać gościem na dworze Odyna. Mówiło się, że Olbrzymka ma wybrać sobie męża już wkrótce, lecz nim żywi będą mogli stanowić o swoim przyszłym losie, musieli najpierw dokonać rozliczeń ze zmarłym.

Wszechojciec ogłosił, że po zachodzie słońca bogowie mają stawić się pod murami, w pobliżu wschodnich bram. Nakazano, by wszyscy mężczyźni, którzy potrafią strzelać wzięli ze sobą łuki. Noc była bezchmurna i wyjątkowo mroźna, a mimo to o umówionej porze na błoniach zebrał się pokaźny tłum. Asowie nieśli ze sobą pochodnie, rozpalono też ogniska.

Wtedy po raz pierwszy mieli okazję zobaczyć Olbrzymkę z bliska. Ona również miała ze sobą łuk. Ubrana była w ten sam pasterski strój, co poprzednim razem. Towarzyszył jej Odyn, a za nimi podążał Balder. Wszechojciec podszedł z nią do jednego z ognisk, coś tłumacząc, następnie syn zaczął opowiadać w pięknych słowach o tym, jak zginął jej ojciec. Skadi wydawała się nie słuchać. Patrzyła w dół, co chwila przenosząc wzrok ze śniegu na ogień, na rozsypane gałązki, oraz leżące u jej stóp kamienie. Gdy Balder skończył mówić, Odyn dał znak, by podeszli do niego mężczyźni z bronią. Służący wnieśli kosz pełen strzał, tępo zakończonych i owiniętych na końcu tkaniną. Pierwszą z nich wzięła Skadi, po niej to samo uczynili pozostali. Nakładali je i naciągali cięciwy, na końcu zapalali strzały od ognisk. Gdy wszyscy byli już gotowi, wycelowali łuki w niebo. Olbrzymka wydała z siebie okrzyk w obcym języku i chociaż tylko nieliczni zrozumieli, co mówiła, na ten sygnał dziesiątki świateł poszybowały w noc. Patrzyli za nimi, jak nikną i gasną. Lecz nie był to jeszcze koniec uroczystości. Odyn podszedł do ognia, zebrał w obie dłonie węgiel, kamienie oraz śnieg i wrócił z nimi do dziewczyny.

– Patrz! – rozkazał. Zwrócił się do zgromadzonych. – Wszystko wzięło się z ciała praolbrzyma, Ymira. Ziemia z jego trzewi, niebiosa z jego czaszki, wzgórza z jego kości. Z jego krwi miał początek ród Olbrzymów, i Thjazi, ich brat. Teraz ja, Wszechojciec biorę ten proch, te kamienie i to ciało i rzucam je w niebo! Niech staną się gwiazdy!

Wyrzucił ramiona w górę, a wtedy zgromadzeni zobaczyli, że z jego rąk zamiast węgla i kamyków posypał się błyszczący pył, podobny wprawdzie do śniegu, lecz nie będący śniegiem. Obserwowali w milczeniu, jak chmura skrzy się i opada, a gdy jej strzępy rozpłynęły się w mroźnym powietrzu, Wódz nachylił się do Skadi.

– Popatrz w górę. – Nakazał. Wszyscy zadarli głowy. Niebo wydawało się jaśniejsze. Miało się wrażenie, że gwiazdy świecą mocniej, lub że przybyło ich od ostatniego razu, kiedy patrzyli, lecz teraz migotały tak, iż nie sposób było się ich doliczyć. Skadi spoglądała na Odyna szeroko otwartymi oczami.

– Naprawdę tam są. – Zapewnił. – Poczekaj, aż trochę okrzepną. Jutro się przekonasz.

***

Nim emocje opadły, ogłoszono kolejną wiadomość. W ciągu miesiąca miał odbyć się uczta, podczas której Skadi, w obecności wszystkich mieszkańców, dokona wyboru męża. Tym razem nikogo nie trzeba było nakłaniać ani prosić, a cały Asgard wrzał z przejęcia i od domysłów. Olbrzymka wciąż przebywała na dworze Wszechojca; widziano wprawdzie, jak wyjeżdża swoim zaprzęgiem za bramy w towarzystwie Baldera i Thora, czasem w ich obstawie udawała się też na mury. Poza tym bogowie wiedzieli o niej tyle, ile udało im się zasłyszeć plotek. Opowiadano o tym, jak bracia codziennie wyprawiają się do lasu, po to, by polować na zające, których mięsa Skadi nigdy nie ma dość, oraz o tym, że mimo, iż dostała od Odyna w prezencie suknie, ciągle nosi tylko połatane portki ze skóry, a także, że włada mieczem i włócznią równie sprawnie, co niejeden As. Niektórzy zastanawiali się nawet, czy Skadi tak naprawdę sama nie jest Olbrzymem w stroju kobiety. Podobno potrafiła rzucać uroki, niebezpieczne dla mężczyzn i jeszcze bardziej dla ich żon, umie nawet rozmawiać ze zwierzętami.

Wkrótce przygotowania do uroczystości objęły całe miasto. Ubito woły, a z lasu przywieziono dziki; opróżniano piwnice z zapasów piwa, wina i miodu. Kazano wynosić z hallu krzesła oraz najdłuższe stoły. Ku zdziwieniu bogów, przetransportowano je aż za główne zabudowania, na brzeg jeziora, teraz skutego lodem. Na jego tafli rozłożono wielkie namioty i tam rozstawiono sprzęty. Korowody służących toczyło beczki, niosły kubki, misy, łyżki i noże. Na brzegu, w innym namiocie, zaaranżowano polową kuchnię. Przygotowano pochodnie oraz latarnie.

W końcu nadszedł dzień uczty. Późnym popołudniem zaczęli schodzić się pierwsi goście, wszyscy świetnie wystrojeni, w najlepszych płaszczach, futrach, obwieszeni klejnotami. Służący wskazywali im właściwe krzesła. Stoły ustawiono tak, by każdy, nawet w najdalszej części namiotu mógł widzieć miejsce przeznaczone dla Odyna, gdyż zaraz obok, po stronie przeciwnej, niż Frigg, jego żona, miała zasiąść Skadi. Było ciemno, kiedy pojawili się ostatni goście, pod dwiema nowymi gwiazdami zasiedli wreszcie do kolacji.

Kotły z zupą oraz mięsem przywożono na sankach, a usługujący chłopcy przeczepili do butów łyżwy i jeździli na nich od stołu do stołu, co bardzo podobało się biesiadnikom. Muzycy grali. Zapalono pochodnie oraz latarnie. Oczy bogów co raz to zwracały się w stronę, gdzie siedziała Skadi. Olbrzymka przebrała się na ucztę: teraz nosiła granatowy kaftan z kolorowymi szarfami, jaki widziano u przybyszów ze wschodu, nadal jednak miała na sobie spodnie. Mimo to niezaprzeczalnie była kobietą.

Siedziała tuż przy boku Odyna. On mówił jej coś na ucho, a ona przechylała się ku niemu; stykali się łokciami. Wódz wskazywał jej jakieś osoby czy też rzeczy, lub wykonywał szersze gesty, najwyraźniej opisując wyobrażone obiekty. Skadi uśmiechała się, co jakiś czas zadawała pytania albo sama zaczynała opowiadać, także gestykulując żywo. Wszechojciec sam dolewał wina raz jej, raz sobie, zwracając się z pytaniem i do Frigg, ona jednak odmawiała, prędko więc przestał pytać ją w ogóle. Olbrzymka rozpoczęła kolejną historię. Mówiła głośno, usiłując przekrzyczeć bogów i służbę. Używała teraz obu ramion, by zilustrować swoją opowieść, a w pewnym momencie chwyciła ze stołu łyżkę oraz kubek i nimi również coś pokazywała. Wokół nich zrobiło się ciszej, co pewien czas tylko rozlegał się śmiech Odyna. Frigg uniosła się wyżej na krześle, milczała jednak. Gdy Skadi przestała mówić, Odyn wstał, klasnął w dłonie raz i drugi, dopiero za trzecim przerwano rozmowy. Zobaczyli służących, którzy sunęli w ich stronę z sankami, wyładowanymi słomą. Rozścielono ją na lodzie na wprost stołu Wszechojca tak, by utworzyć z niej długą ścieżkę. Przyniesiono więcej pochodni. Odyn skinął na Skadi, a wtedy ona również podniosła się. Obeszła stół dookoła i stanęła przed rozsypaną słomą.

– Wprowadzić ich! – Rozkazał wódz.

Zobaczyli służącego bez łyżew, wychodzącego zza jednego z namiotów. W dłoni miał linę, a w małej odległości za nim maszerowali w rzędzie mężczyźni. Nie mogli nic widzieć, gdyż na głowy narzucono im worki, każdy z nich trzymał mocno za sznur. Wcześniej odebrano im pasy oraz biżuterię, rozebrano z wierzchniej odzieży; teraz mieli na sobie wyłącznie koszule i krótkie spodnie. Służący poprowadził ich ścieżką ze słomy, a gdy doszedł do jej końca, kazał się im odwrócić się w stronę biesiadników i schować ręce za plecami.

Skadi patrzyła, jak stoją przed nią, bosi, drżący z zimna. Wzięła jedną z pochodni i zaczęła iść wzdłuż rzędu, mijając niektórych mężczyzn, a przy kilku zatrzymując się na dłużej; to samo uczyniła wracając i tak jeszcze dwa razy. Wreszcie podeszła do boga, przy którym przystanęła poprzednio. Był trochę wyższy od niej, dobrze zbudowany, szeroki w ramionach. Nachyliła się z pochodnią, by obejrzeć z bliska jego nogi: zauważyła silne łydki, jakie mogłyby należeć do kogoś, kto dużo ćwiczy, biega lub maszeruje. Jego stopy wydawały się duże, lecz proporcjonalne, a do tego wypielęgnowane. Ich właściciel musiał dbać o nie i nosić dobre obuwie.

– Takie nogi może mieć tylko jeden z synów Odyna. – Orzekła, zwracając się do wodza. Spojrzała jeszcze raz na stopy. Thor miał rudy zarost a na łydkach oraz palcach tego boga dostrzegła jasne włoski.

– Wybieram jego! – Wykrzyknęła i zdecydowanym ruchem zdarła mu z głowy worek. Jej oczom ukazało się okrągłe oblicze mężczyzny o blond włosach i bujnej brodzie.

– Przecież to Niord! – Wykrzyknął Thor, rozbawiony. Zapadła zupełna cisza. Skadi zwrócona była tyłem do biesiadników, nie mogli więc zobaczyć jej twarzy. Widzieli, jak Niord z początku uśmiecha się do niej, lecz zaraz na jego pucołowatych policzkach pokazał się rumieniec, a on sam spuścił głowę. Milczenie przeciągało się; wtedy nagle Olbrzymka chwyciła go za rękę, odwróciła się do zgromadzonych i szarpnęła w swoją stronę. Kąciki jej ust uniosły się znowu.

– Dokonałam wyboru i ten mężczyzna należy teraz do mnie! – Ogłosiła. Pozostali bogowie również zdjęli już okrywające ich kawałki materiału i zaczęli klaskać, a reszta prędko przyłączyła się do oklasków.

Dostawiono dodatkowe krzesło obok miejsca, które zajmowała Skadi. Kiedy wrócili do stołu, Odyn podał jej pełny kielich.

– Gratulacje. – Powiedział, wznosząc swoją czarę do toastu. – Mamy dziś co świętować!

Olbrzymka wzięła od niego naczynie i, nie czekając na innych, zaczęła pić. Nabierała łyk za łykiem, przechylając puchar coraz mocniej, a gdy wypiła już wszystko odstawiła go na blat do góry dnem, by pokazać wszystkim, że jest pusty.

– Świętujmy więc! – Wykrzyknęła. Muzyka rozbrzmiała znowu.

2 uwagi do wpisu “O olbrzymce Skadi

  1. Pingback: Hárbarðsljǫð, Pieśń Harbarda | Lisia Kita

  2. Pingback: „Edda Najmłodsza”, czyli moje duże przedsięwzięcie | Lisia Kita

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s