Jak idzie pisanie? O Freudzie i konflikcie wewnętrznym bohatera

Jestem głęboko przekonana o tym, że pisanie nie powinno być zależne od natchnienia, raczej, musi ono stać się nawykiem. Dlatego obiecałam sobie, że będę pisać i w ogóle tworzyć jak najczęściej, nieważne, czy będą to teksty do opowiadania, czy ilustracje, których wykonywanie umożliwia mi zastanowienie się nad niektórymi motywami, czy też zwykłe, krótkie notatki na temat tego, o czym sobie danego dnia myślałam, a co jest częścią tego, co pewnie z przesadnym brakiem skromności mogłabym określić jako proces twórczy.

Dzisiaj, kiedy spacerowałam do pracy przypomniał mi się tekst Joël Dor, Judith Feher Gurewich „Introduction to the Reading of Lacan: The Unconscious Structured like a Language”. Nie czujcie się onieśmieleni, nie przebrnęłam przez niego. W XIII rozdziale (do którego dotarłam, ponieważ w akcie desperacji przeskakiwałam o drugiej w nocy co kilka stron w poszukiwaniu sensu) „The Paternal Metaphor ‐The Name‐of‐the‐Father ‐ The Metonymy of Desire” autorzy przywołują obserwację Freuda, jaką poczynił on w swojej książce „[wychodząc poza] zasadę przyjemności”. Freud przypatrywał się zabawie swojego wnuka. Polegała ona na rzucaniu drewnianą zabawką na sznurku tak, by znikała ona z zasięgu jego wzroku (chłopiec wykrzykiwał wtedy o – o – o, które Freud interpretował jako fort, wykrzyknienie precz!), a następnie na przyciąganiu jej z powrotem (na co chłopiec oznajmiał, zadowolony da! czyli tu jest!). Według Freuda oczywistym jest, że zabawka stanowi tutaj substytucję matki i w ten sposób, poprzez prowokowanie sytuacji powodującej lęk, a następnie dokonywania czynności mającej za zadanie uśmierzenie go, dziecko dokonywało aktu samoukojenia. Co ciekawe, Freud domyślał się, że sprowadzanie na siebie niepewności i strachu, a w więc przysparzanie sobie cierpienia jest w tej zabawie o tyle bardziej istotne, niż druga czynność, że im większa trwoga, tym więcej ulgi przyniesie z niej wybawienie. W gorzkiej rozłące zawiera się słodycz ponownego połączenia.

W ten sposób dziecko z pozycji pasywnej, przechodziło do pozycji aktywnej, w której to ono ma kontrolę (symbolicznie) nad matką, która je opuszcza. Jak pisze Bruno Bettelheim w swojej książce „cudowne i pożyteczne”:

Nie ma większego poczucia zagrożenia w życiu, jak obawa, że zostanie się opuszczonym, pozostawionym samemu. W psychoanalizie nadano tej największej ludzkiej obawie nazwę lęku przed odłączeniem. Im dziecko jest mniejsze, tym straszliwszy jest jego lęk, że zostanie opuszczone, bo małe dziecko rzeczywiście ginie, jeżeli nie ma odpowiedniej ochrony i opieki. Stąd też najgłębszą możliwą pociechą jest dla nas poczucie, że nigdy nie zostaniemy opuszczeni. W pewnym cyklu baśni tureckich bohater raz po raz popada w niezwykle trudne sytuacje, ale udaje mu się pokonać niebezpieczeństwo lub uniknąć go, ponieważ zyskuje przyjaciela. W najbardziej znanej baśni tego cyklu bohater o imieniu Iskender budzi wrogość matki. Zmusza ona ojca, by zamknął go w skrzynce i puścił na wody oceanu. Wybawcą Iskendra jest zielony ptak, ocalający go nie tylko z tego niebezpieczeństwa, lecz także z niezliczonych innych przygód, z których jedna jest groźniejsza od drugiej. Iskender za każdym razem otrzymuje od zielonego ptaka następujące zapewnienie: „Wiedz, że nigdy nie zostaniesz opuszczony.”

Czytając Freuda można byłoby dojść do wniosku, że człowiek jest niczym więcej, tylko zwierzęciem, miotanym namiętnościami i pasjami, powodowanym panicznym lękiem przed unicestwieniem. W celu ujarzmienia tych spolaryzowanych sił, a także po to, by przydać sobie sprawczości, dąży on do zdobycia kontroli, która wyzwoli go od egzystencjalnej trwogi. Wydaje mi się, że jest to jedno z ciekawszych wyjaśnień tego, czemu ambicją wielu postaci literackich jest poszukiwanie władzy. Dlatego też najciekawszym dla mnie konfliktem wewnętrznym bohaterów to konflikt między żądzą władzy, a przywiązaniem.

Przecież, jak zauważa Bettelheim, tym, co może przynieść nam ukojenie, jest w pewnym sensie jej przeciwieństwo, czyli stworzenie relacji opartej na poczuciu autentycznego i głębokiego kontaktu z drugim człowiekiem. By do takiego porozumienia mogło dojść, konieczne staje się otwarcie na współodczuwanie z tym drugim kimś, czyli uaktywnienie tej części w nas, która zna to uczucie, które jest w tym drugim kimś; to otwarcie na uległość pomieszaną z zaufaniem.

Aha, poza tym uważam też, że dobrze jest poza samymi pracami Freuda czytać to, co inni piszą o Freudzie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: